Odcinek #3
5 sierpnia 2021 roku

Odcinek #3 – tematy tabu w branży projektowania wnętrz

Odcinek #3 – tematy tabu w branży projektowania wnętrz

Witam Cię w trzecim, odcinku podcastu, w którym omówimy tematy tabu w branży projektowania wnętrz. Czy wiesz, że zaniżanie bądź zawyżanie cen projektów rozpala ludzi z branży do czerwoności? Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tematach tabu w branży projektowania wnętrz zapraszam do słuchania podcastu na playerze poniżej lub na platformach podcastowych.

.

Linki, o których wspominaliśmy w podcaście:

Filmik o tanich projektach >> https://www.youtube.com/watch?v=Q4RlzkE9yfs&ab_channel=LoneFox

Rozmowa Marka Jankowskiego z Moniką Serek >> https://malawielkafirma.pl/jak-podnosic-ceny/

.

kliknij na zieloną ikonę powyżej, by przenieść się na youtube lub platformę podcastową

.

Jeśli wolisz czytać, a nie słuchać – transkrypcja całości poniżej:

Słuchasz podcastu „I tu się nie zgodzę”, który obala mity i uczy jak pracować mądrzej, a nie więcej. 

– Dzień dobry, witam cię w nowym odcinku podcastu i tu się nie zgodzę. Ja nazywam się Agnieszka Konieczna i od paru lat prowadzę własną pracownię projektowania wnętrz. Towarzyszy mi mój mąż Michał

– Cześć, witam wszystkich!

– Który od zawsze jest człowiekiem korporacji. Jeśli tak jak my lubisz rozkminić tematy zawodowo-biznesowe, poddawać w wątpliwość zasłyszane zasady i obiegowe opinie i nie boisz się nie zgadzać z ekspertami zapraszam do słuchania dalej

– W dzisiejszym odcinku porozmawiamy o paru tematach z branży architektury wnętrz, które są takie dosyć kontrowersyjne i często wywołują żywe dyskusje na branżowych forach czy grupach, i Agnieszka podzieli się swoimi opiniami na te tematy, a ja będę próbował tak trochę z perspektywy osoby z zewnątrz wypytać się i dojść trochę głębiej do tego co tam siedzi.

– O co tutaj właściwie chodzi…

– Tak, o co chodzi, dlaczego one są takie kontrowersyjne… 

– Swoją drogą jestem bardzo ciekawa czy w waszych branżach jeżeli jesteście osobami spoza branży projektowania wnętrz są jakieś takie tematy, które rozgrzewają tłumy do czerwoności i przedstawiciele danej branży często się o to kłócą… Pewnie tak… Napiszcie w komentarzach czy są takie rzeczy.

– Dobrze, czyli pierwszym takim tematem, który myślę, że w bardzo wielu branżach jest kontrowersyjny i wzbudza emocje są pieniądze.

– Tak! Niezależnie od tego czy prowadzisz własną firmę czy pracujesz na etacie, to hajs się musi zgadzać i będzie wzbudzał emocje zawsze. I akurat w projektowaniu wnętrz bardzo często wychodzi temat zaniżania cen, bo jak ktoś zawyża ceny to za bardzo nikt się tym nie przejmuje, natomiast jak one są w czyjejś opinii zaniżenie, no to już wtedy robi się burza. Dzisiaj chciałabym się podzielić swoją opinią na temat zaniżania czy zawyżania cen i tego czy komuś coś do tego jakie my mamy konkretnie ceny w naszych pracowniach. Otóż moje podejście do tego jest takie, że te niskie ceny wcale nie muszą być zaniżone, może się okazać, że ktoś po prostu ma zupełnie inną ofertę niż my i to, że ma np. dwa razy niższą cenę niż nasza pracownia, być może nawet za projekt, który się tak samo nazywa, to nie musi być wcale zaniżanie ceny, bo ta cena może być właśnie adekwatna. Może się okazać, że inna pracownia ma kompletnie inny zakres, ma zupełnie inną ilość poprawek dla klienta wewnątrz tej oferty, może się okazać, że zamiast pięknych, fotorealistycznych realizacji używa darmowego programu, który bardzo szkicowo wszystko pokazuje. Może się okazać, że w ogóle tam nie ma rysunków lub rysunki wykonawcze są w bardzo ograniczonych ilościach i są bardzo szkicowe, także ta różnorodność między ofertami konkretnych firm może być ogromna i myślę, że często o tym zapominamy, gdy widzimy, że ktoś oferuje coś bardzo tanio. Oczywiście rozumiem to, że dla kogoś to może być emocjonujące, gdy widzi pracownię, która to samo robi w niskich cenach, a być może ta osoba ma problem z tym, żeby przekonać klientów do swoich cen, do swoich usług, które mogą mieć całkowicie rynkowe ceny ale i tak w oczach klienta one mogą być wysokie, bo np. nie zdaje sobie sprawy z tego, ile dana usługa może kosztować. Efekt tego jest taki, że ktoś próbuje mieć w miarę wysokie ceny, w oczach klienta w miarę wysokie, a być może całkowicie średnie w oczach rynku, ale ma problem przekonania do tego klientów, ma problem z pozyskaniem tych klientów, ma problem z tym, że np. ma firmę w małej miejscowości, w której nikt nie jest przyzwyczajony do takich cen, mimo że w miejscowości obok, trochę większej już one są standardowe całkowicie, no i wtedy w momencie jak widzi projekt za 100zł na Allegro no to go szlag trafia, nie?

– Były takie sytuacje, że jest za 100zł projekt na allegro?

– Tak, tak, są, natomiast wiesz – projekt, projektowi nierówny, nie? Do tego tutaj zmierzam, nie wiem dokładnie jaką ofertę miały te projekty, wydaje mi się, że to były głównie wizualizacje i to takie mocno oparte na wytycznych klienta, czyli nie za wiele propozycji szło ze strony tego projektanta, tylko bardziej chodziło o zwizualizowanie pomysłu klienta lub może właśnie to było od początku tworzone przez tego usługobiorcę, ale nie wiem dokładnie na jakich zasadach… W każdym razie takie skrajności się pojawiają – szczególnie na takich platformach typu Allegro albo oferteo i zawsze jest dyskusja pod takimi ofertami, że może nielegalne oprogramowanie, że może ktoś nie płaci podatków, bo np. nie ma założonej firmy tylko wszystko robi na czarno. Myślę, że niekoniecznie te niskie ceny muszą wynikać z tego, że ktoś oszukuje, no bo przecież firmy, które biorą duże kwoty też potrafią być nieuczciwe i to nie jest takie zero-jedynkowe. Natomiast wiesz co mi przychodzi do głowy? Pamiętam, że kiedyś oglądaliśmy taki filmik na youtubie, możemy coś podobnego spróbować podlinkować w opisie na dole, że jakiś youtuber – nie pamiętam kto to był – udał się do takiego portalu z ofertami różnych twórców kreatywnych – to amerykański youtuber, więc też ten portal był amerykański. I on zlecił projekt wnętrza 4 twórcom w różnych cenach. Najwyższa cena to była 100-200$ czy coś w tym stylu za projekt całego wnętrza. I oni przede wszystkim robili wizualizacje na takiej zasadzie, że on im nie dawał praktycznie żadnych wytycznych, ale to też była jego decyzja, bo chciał po prostu zobaczyć różnorodne propozycje, i oni dostawali zdjęcie tego wnętrza i robili wizualizacje, która właśnie imitowało to zdjęcie po przeróbkach, czyli nawet nie modelowali całego pomieszczenia, tylko robili to jedno ujęcie na tą stronę, która została im zlecona wedle własnego pomysłu, ale absolutnie bez żadnej listy wyposażenia, omówienia dokładnych potrzeb, tylko po prostu pomysł jak to może wyglądać.

– Pamiętam ten filmik. To w sumie to był taki moodboard+, że w zasadzie było widać tam propozycje jakie zrobić kolory, jakiego rodzaju jakiś mebel i zamiast tak jak na moodboardzie zestawić konkretne rzeczy obok siebie, to one tak jakby były wpisane w to zdjęcie, które ktoś przesłał. No i to faktycznie jest bardzo ciężko coś takiego porównać z takim pełnym projektem jaki robisz ty czy większość pracowni i to w ogóle myślę, że takie przywoływanie takich zupełnie skrajnych przypadków, czegoś co może jest reklamowane jako projekt, ale tak naprawdę de facto no to często to zakwalifikować to jako projekt.

– To jest bardziej taki zalążek projektu. Jakiś tam pomysł przedstawiony na jednej grafice np.

– Tak, no ciężko tutaj jest znaleźć powód, dla którego można by to było uznawać za jakieś zaniżanie cen, czy nawet osobę, która pracuje w tej samej branży, no bo jest akurat zupełnie inna rzecz wymagająca innych umiejętności i nakładów pracy oczywiście.

– No bo to był taki – w moim wyobrażeniu – szybki rzut. Klient robi przelew pewnie z góry, czy jakieś tam „kup teraz”, pisze maile, w których w paru zdaniach opisuje o co mu chodzi, wysyła jakieś jedno, dwa zdjęcia i już, za parę dni ma projekt. Ta osoba po drugiej stronie pewnie czasem dopyta o jakieś szczegóły, zada jakieś swoje pytania, ale niejednokrotnie pewnie po prostu bazuje na tym co dostanie. To jest tak tanie z założenia, że nawet jeżeli komuś to nie siądzie, no to nie ma aż takiego dramatu. I nie zdziwiłabym się jakby nierzadko właśnie tak jak ten youtuber ludzie od początku nastawiali się na to, że jeżeli 1 propozycja im się nie spodoba, no to pójdą do kogoś innego itd. No bo to jest tak mało zindywidualizowane przez ten brak ustalenie szczegółowych wytycznych projektowych… No bo może to nie jest aż tak oczywiste dla osób spoza branży, ale ja jak zaczynam projekt dla nowych klientów no to spotykamy się zazwyczaj na skype, żeby omówić wytyczne projektowe i to trwa godzinami. Jeżeli się w 1 godzinie to uda omówić, to jest cud, a często to trwa 2 godziny albo więcej, i później w trakcie samej współpracy też często wychodzą jakieś pytania, jakieś tematy do doprecyzowania itd, kolejne decyzje do podjęcia przez klienta, więc wyobrażam sobie, że taki projekt typu „szybka piłka” jest fajny, no bo może być tani, no bo właśnie nie wymaga za dużych nakładów pracy, no ale z drugiej strony, jeżeli klientowi zależy na tym, żeby to wnętrze było do niego idealnie dopasowane, to pewnie to nie będzie idealna opcja.

– No nie, myślę, że to jest przede wszystkim coś dla ludzi, którzy szukają tylko pomysłu, że nie zależy im na tym jak to zrobić, już nie mówiąc o wskazówkach na temat tego jak zrealizować projekt. A co z sytuacjami, gdzie faktycznie mamy projekty, które teoretycznie są na tym samym poziomie zaawansowania, czyli grają w tej samej lidze, mamy 2 pracownie, które oferują na oko podobny projekt, ale jedna np. jest o 1/3 tańsza od drugiej.

– Wiesz co, no to już są prawa rynku, że każdy ustala taką cenę, jaką uważa, ja np. jak startowałam ze swoją pracownią, to miałam dużo niższe ceny niż teraz, one były dużo bardziej rynkowe, chociaż te ceny rynkowe też się zmieniły, bo wszystko drożeje, wartość pieniądza maleje, więc jest to naturalne, że te ceny zmieniają się w czasie, natomiast moje ceny się mocno zmieniły, z tego względu, że ja od bardzo wczesnego etapu prowadzenia pracowni mam kolejkę klientów do przodu. Na początku to były 2 miesiące, potem 6 miesięcy, a teraz od dłuższego czasu jest tak 8-10, także tych klientów naprawdę jest dużo więcej chętnych niż ja jestem w stanie ich obsłużyć… Nie planuję zatrudniać pracowników, którzy robiliby np. za mnie wizualizacje, czyli tą najważniejszą część projektu, w związku z czym to ile jestem w stanie obsłużyć klientów bardzo jest ograniczone do mojej wydajności jako pojedynczej osoby. Z jednej strony to jest super, z drugiej to powoduje, że ja po prostu non stop podnoszę ceny… Idąc za poradami np. Moniki Serek, która nagrała kiedyś podcast właśnie o podnoszeniu cen – bardzo polecam ten odcinek, też go spróbujemy podlinkować na dole. Ona właśnie też mówiła o tym, że startowała z dość niskimi kwotami, ona jest fotografką, dość niskie ceny miała za sesje, potem je podnosiła i tak się bała, że ludzie uciekną, że się przestraszą, że straci klientów, no i faktycznie część klientów straciła, ale przyszli nowi, którzy byli gotowi zapłacić więcej, i znowu podnosiła i tak doszła do kwot, które naprawdę są wysokie jak na ogólne ceny za sesje zdjęciowe. Natomiast ludzie się do niej ustawiają w tak długich kolejkach, że szok! Jak wysłuchałam tego podcastu już lata temu, to sobie pomyślałam: „Jezus, jak ja bym chciała być taka jak ona”, a teraz tak sobie mogę trochę powiedzieć, że jestem… Wiem, że to brzmi okropnie, ale też mam kolejkę klientów i to jest możliwe i jeżeli to nie jest dobry powód to tego, żeby podnosić ceny, no to nie wiem co jest… No bo to aż się prosi, żeby po prostu zrobić taką selekcję klientów, czyli żeby zostali tylko ci, którym naprawdę zależy na współpracy z nami, bo tylko tacy zapłacą jeszcze więcej i jeszcze więcej i jeszcze więcej. Więc wtedy takich klientów jest mniej, ale skoro i tak mamy taką długą kolejkę klientów no to znaczy, że nam ich nie zabraknie, no bo i tak mamy ich za dużo… Więc właśnie tak można prowadzić tą selekcję cenową.

– A też jest taka kwestia, często właśnie w tych dyskusjach branżowych, które ja też za Twoją namową kilka prześledziłem…

– Ja bardzo często się wkurzam i się skarżę do Koniecznego i mu pokazuję – zobacz jakie bzdury! Także on jest bardziej na bieżąco niż myślicie.

– Tak! Potwierdzam! Pojawiają się takie głosy, że powinno być jakieś takie minimum, poniżej którego nikt nie powinien oferować swojej usługi.

– Tak. Często pojawiają się takie głosy, chyba najwięcej widziałam takich głosy w kontekście architektury kubaturowej, czyli w branży obok, że tak powiem, ale w architekturze wnętrz też pojawiają się takie głosy, że powinna być jakaś stawka minimalna. Jest w naszej branży coś takiego jak SAW, czyli Stowarzyszenie Architektów Wnętrz, że może oni powinni coś z tym zrobić, aczkolwiek to jest takie stowarzyszenie, no grupa ludzi się skupiła i założyła stowarzyszenie, jakby to nie ma nic wspólnego z regulacjami prawnymi ani nic z tych rzeczy.

– Nie jest wiążące dla nikogo, czyli jak ktoś nie chce się tym przejmować to nie musi.

– Tak, więc jakby się uprzeć no to oni mogliby np. jakiś sugerowany cennk opublikować, ale pewnie i tak rynek dalej rządziłby się swoimi prawami, bo pamiętajmy o tym, że usługi to jest taki obszar, w którym naprawdę cena jest niemalże dowolna, każdy może sam oferując jakąś usługę ustalić ile chce za nią dostać. Oczywiście jakimśtam szkieletem dla tej wyceny będzie to jakie są ceny rynkowe, natomiast wciąż to jest wolna amerykanka, bo ktoś może stwierdzić, że będzie projektować za 5zł/m2 a ktoś za 5000zł/m2 i co mu zrobisz? No nic, najwyżej nikt do niego nie przyjdzie… Więc pamiętajmy o tym przy tym oburzaniu się, że ktoś zawyża abo zaniża ceny, że jednak mamy wolny rynek i każdy może robić co chce, to co mu się opłaca i jeżeli ktoś zaniża ceny, robi zbyt wartościowe projekty za za małą kwotę, to najprawdopodobniej to jego najbardziej ugryzie w tyłek i się zorientuje: no co ja odwalam…

– Tak, bo to też nie jest taka branża, gdzie mamy tak jak Biedronka, w branży sprzedaży żywności, że jest jeden monopolista, który jest w stanie przez zaniżanie cen wyciąć całą konkurencję. Nawet największe biura projektowe to podejrzewam, że obsługują jakiś ułamek % klientów.

– Oczywiście, że tak… Te tematy, że jest 3 gigantów, którzy obsługują cały rynek to to nie ma racji bytu, bo jeżeli ktoś się oburza, że jakaś pracownia ma inne ceny, za wysokie czy za niskie w jego pojęciu, to ja zawsze na to patrzę tak: no co z tego… Też nieraz rozmawiam z dziewczynami z branży, które się skarżą, że w ich niewielkim mieście są pracownie, które biorą niskie stawki i jak one mają się wybić z większymi stawkami, jeżeli konkurencja je zaniża, ale z 2 strony tak naprawdę to klient wybiera do kogo chce pójść i za jakie pieniądze… Ja np. mam tak, chociaż to jest kwestia tego, że jestem w komfortowej sytuacji finansowej, nie zawsze w niej byłam i nie zawsze to tak wyglądało, kiedyś jak szłam do sklepu to wybierałam to wszystko najtańsze, bo nie było mnie stać, a teraz kiedy jestem w lepszej sytuacji i mam do wybrania produkt za 100zł i ten za 160zł, to jest duża szansa, że wybiorę ten za 160zł, bo mam większe zaufanie, że będzie dobry jakościowo, a kiedyś oczywiście wybrałabym ten za stówę, oczywiście to zależy od bardzo wielu czynników, czy mi zależy na tym produkcie itd., ale np. kupując buty ja wolę zainwestować w takie, które są z lepszej firmy i są lepszej jakości, niż iść do jakiegoś dyskontu i kupić najtańsze możliwe, bo ja wiem, że one mi się rozpadną za chwilę. Myślę, że w tej dyskusji o cenach tak naprawdę nie doceniamy tej świadomości klienta, który pewnie już swoje przeżył, nie jest nastolatkiem ani dzieckiem, ma już swoje jakieś doświadczenia z przeróżnymi zakupami i jest duża szansa, że on sobie zdaje sprawę, że jeżeli wybierze tylko i wyłącznie po cenie, czyli to co jest najtańsze, to jest duża szansa, że się po tym przejedzie… Oczywiście może mieć farta, może też być tak, że jak wybierze drogo to się rozczaruje, to jest loteria do pewnego stopnia, natomiast zdają sobie sprawę, że jeżeli ktoś ma wysokie ceny, to jednak coś za tym stoi, a nie jest to taka totalna fanaberia.

– No i czy nie jest też tak, że właśnie w takiej branży jak wnętrza, gdzie jest to usługa dość kosztowna i myślę, że dla ludzi, którzy się na nią decydują bardzo istotna, bo ma bardzo duży wpływ na to jak będzie wyglądał dom, czy mieszkanie, w którym będą na codzień.

– Tak, jak wydadzą bardzo dużą kwotę, żeby zrealizować ten projekt, bo ta cena za projekt to jest dopiero początek góry wydatków…

– Dla ludzi, którzy się decydują na taką usługę, dużo ważniejsza jest jakość i to jakie wrażenie zrobi firma, a nie cena, w pierwszej kolejności patrzą – podoba mi się biuro A, B i C i wtedy sobie porównują i ceny i stwierdzają: ok, biuro C jest mega drogie, więc może z niego zrezygnujemy i zostaną nam te 2 pozostałe, które mają podobne ceny i między nimi się decydujemy i niekoniecznie cena jest tym pierwszym kryterium, po którym dokonują wyboru.

– Tak, myślę, że przede wszystkim po cenie wybieramy w momencie, kiedy jesteśmy w kiepskiej sytuacji finansowej i może też tak być, mimo że kupiliśmy mieszkanie czy odziedziczyliśmy, czy z jakiegoś powodu musimy zaplanować remont, to nie jest takie wszystko hop. Wydaje mi się, że tak jak powiedziałeś o tym odrzucaniu najwyższej ceny, to sporo ludzi odrzuca też tą najniższą, ja tak robię. Nawet ostatnio jak robiłam rekrutację na osobę, która miała mi pomagać w robieniu rysunków wykonawczych do projektów, to też miałam bardzo szeroki przekrój cen, za jakie podwykonawcy mieli robić te rysunki i odrzucałam te najniższe i te najwyższe. Dla mnie to nie jest atrakcja, żeby komuś płacić psie pieniądze, bo nie wierzę, że ta osoba zrobi to dobrze, może akurat by zrobiła, ale nie…

– To jest pro tip dla ludzi, którzy będą się rekrutować do Ambience – nie zaniżajcie swoich cen…

– Nie zaniżajcie ani nie zawyżajcie, bo ja się zorientuję tak czy siak… Moim zdaniem ceny powinny być adekwatne do poziomu jaki ktoś reprezentuje, bo jeżeli daje bardzo wysokie ceny, to nie wiem ile ja bym musiała brać za projekt, żeby to mi się opłacało, to nie ma na to siły. Zmierzając powoli do końca tego tematu jeszcze chciałabym się cofnąć do tych odgórnych ustaleń kwot, np. przez jakieś stowarzyszenia, myślę, że to miałoby marne prawdopodobieństwo, żeby się powieść, bo to, że mamy wolny rynek, że każdy ustala ceny według własnego widzi mi się, według tego jakie są ceny w danej miejscowości, jakie są czyjeś umiejętności, jaki jest zakres danego projektu, no to to jest ważniejsze niż to, że ktoś powiedział, że cena powinna być taka czy siaka.

– To pewnie miałoby szansę w jakiejś mało prawdopodobnej sytuacji, że mało osób zapisze się do takiego stowarzyszenia.

– Nawet nie zapisało tylko zgodziło, żeby iść według ich wytycznych. Także podsumowując temat cen, myślę, że tutaj nie ma – z mojej perspektywy – czym się aż tak bardzo podniecać, rozumiem, że temat pieniędzy wzbudza emocję, ale to że jakaś inna pracownia ma zupełnie inne ceny niż my, to jest po prostu prawo otwartego rynku. Mogę jeszcze podać taką jedną rzecz, jak czasem koleżanki się skarżą na tą sytuację to ja im zawsze zadaję pytanie, czy uważają, że jeżeli na tej samej ulicy gdzie jest Gucci wybuduje się Zara, to ten Gucci będzie są obawiać? No nie będzie… Po prostu to są zupełnie inne grupy docelowe, zupełnie inny klient idzie do Gucci i inny do Zary. Oczywiście będzie jakiś niewielki zbiór wspólny osób, które idąc i tu i tu na zakupy, ale takich osób będzie niewiele. Raczej to będzie zupełnie inny klient, więc nie ma się tu czym stresować.

– Czyli generalnie burza w szklance wody. Dla mnie to jest trochę ciekawe z tego względu, że zazwyczaj jak są jakieś dyskusje o pieniądzach, to ludzie są bardziej w stronę bycia zawistnym jak inni zarabiają więcej za to samo, a w twojej częściej pojawia się kwestia, że ludzie z jakiegoś powodu są oburzeni tym, że ktoś bierze za mało…

– Wydaje mi się, że to wynika z tego, że częściej się zdarzają klienci, którzy mówią: O Jezus, co tak drogo? Ogólnie projektowanie wnętrz jest drogie, więc jak jest bardzo drogie to nie jest aż takim szokiem jak wtedy kiedy nagle jest tanie i wszyscy rozkładają ręce, bo klient mówi, że znalazł na Allegro ofertę za 200zł zamiast za 20 000zł. Jest to złożony temat, myślę, że każdy ma prawo do ustalania takich cen jak uważa.

– I klienci zweryfikują czy te ceny są adekwatne, czy nie.

– Oni zweryfikują, życie, opłaty ZUSu, ale jak ktoś bierze jakieś psie pieniądze to pewne nie uda mu się na tym za dużo zarobić, więc pewnie po pewnym czasie zmieni nastawienie.

– To przejdźmy może do kolejnego tematu – dociekliwi komentujący na Facebooku czy Instagramie pod postami, gdzie wrzuca się projekty.

– W tych wszystkich komentarzach chodzi o to, że osoby, które nie są klientami pracowni, są przypadkowymi użytkownikami internetu zadają pytania: co to za lampa, skąd jest ten dywan, co to za sofa itd. W efekcie czego, pod danym postem może niechcący stworzyć się przepis na odtworzenie tego wnętrza, dla mnie to jest temat trudny, bo wciąż nie znalazłam odpowiedzi na to jak do tego podchodzić. Zazwyczaj odpowiadam na te pytania i podaje nazwy – szczególnie jeśli je pamiętam, a jeśli nie to raczej nie będę marnować czasu na to, żeby ich szukać specjalnie, natomiast jeśli kojarzę no to zwykle odpowiadam. Aczkolwiek mam takie poczucie, że dobrze by było tutaj wyznaczyć jakąś granicę, ja np. ją wyznaczyłam w miejscu, z którego nie jestem w 100% zadowolona, ale jest to jakiś początek. Mianowicie jak ktoś mnie pyta o kolor ze wzornika NCS – czyli ze wzornika kolorów, to ja odpowiadam, że jest to informacja zarezerwowana dla klienta… I to jest granica, którą stawiam, bo to już jest taki poziom szczegółowości informacji, że po prostu nie czuję się komfortowo z tym, żeby przypadkowym osobom tego udzielać. Bo to, że użyłam jakiejś lampy, którą oni nawet w googlach mogą sobie znaleźć to jest jedno, a jeżeli podajemy konkretną tkaninę albo właśnie numer, który wylądował gdzieś na ścianie albo na szafce robionej na zamówienie, to to już są takie detale, które przekraczają już jakąś granicę, żeby to wszytko miało sens, no bo jest klient, który zapłacił za indywidualny projekt i to zapłacił niemało, więc jeżeli my pod postem na facebooku np. dajemy przypadkowym ludziom przepis na to jak odtworzyć to wnętrze bez płacenia z projekt, no to troszkę jest to problematyczne.

– Nie fair w stosunku do tego klienta.

– Tak! Jeszcze mi się nie zdażyło, żeby jakiś klient na to narzekał, ale no ja sama się z tym czuję dziwnie udzielając tych informacji, szczególnie jeśli tych pytań jest dużo i ja odpowiadam na wiele z nich, to wtedy tak myślę, kurcze, ktoś sobie zrobi to wnętrze za darmo.

– Ok, czyli zaznaczyłaś taką granicę, że jeżeli to jest jakiś konkretny projekt gotowy, dostępny w sklepie to jest ok, np. lampa, a jeśli ktoś pyta o takie rzeczy bardziej zindywidualizowane, czyli np. kolor farby, która jest na ścianie, czy wykończenie mebla na zamówienie…

– To wtedy takiej informacji nie udzielam… Też faktem jest, że czasem tych pytań, komentarzy jest tak dużo – szczególnie jeżeli się opublikuje projekt na jakiejś większej grupie, że po prostu ja rozkładam ręce i przestaje odpowiadać… Ja wiem, że to jest słabe, bo po to się wrzuca projekt, żeby odpowiadać na komentarze od osób, które je dodały, ale w pewnym momencie, szczególnie jeżeli te komentarze to: skąd lampa i nawet nie ma „?” na końcu no to… Tzn. fakt, że ktoś napisze: „dzień dobry, czy mogłabym się dowiedzieć skąd lampa? Pozdrawiam”, no to nie zmienia charakteru tego pytania no ale jednak jest bardziej kulturalne, bardziej chce się na to odpowiedzieć, ale to nie zmienia faktu, że jeśli pod jedną wizualizacją tych pytań jest 10 no to faktycznie, jakbym na nie wszystkie odpowiedziała, no to zrobiłby się przepis na to jak zerżnąć ten projekt mówiąc wprost…

– Ok, bo ile zazwyczaj dostajesz takich pytań?

– Dużo…

– Dużo? To jest 20, 50?

– To zależy od projektu i od tego ile rzeczy jest na tym projekcie, czy publikuję łazienkę, która się składa z 10 elementów czy jakąś większą przestrzeń, na której tych elementów jest więcej, ale zazwyczaj pod postami jest co najmniej kilka pytań o te rzeczy. Wydaje mi się, że teraz jest ich troszkę mniej ostatnimi czasy…

– Może to być tylko wrażenie…

– Tak, generalnie przede wszystkim na jakichś grupach, to tego jest sporo. W ogóle to też potrafi być trochę przykre, bo człowiek wrzuca projekt z nadzieją, że ludzie się wypowiedzą, jak im się podoba, że ten odzew będzie pozytywny, bo takie publikacje mają przede wszystkim charakter marketingowy. Więc ma człowiek nadzieję, że ludzie zostawią fajne komentarze i dostajesz powiadomienie, że masz 3 nowe komentarze, i myślisz ale super! Patrzysz, a tam: skąd dywan, ale brzydka sofa, skąd poduszka…

– Z jednej strony wrzucasz, żeby się pochwalić w nadziei, że ktoś skomentuje albo da konstruktywną krytykę, a masz takie komentarze z pytaniami o konkretne produkty i też pewnie nie chce ci się odpowiadać, ale nie chcesz wyjść na buca, który wrzuca i zostawia.

– Dokładnie, bo fakty są takie, że media społecznościowe się prowadzi po to, żeby był jakiś kontakt z tym odbiorcą i jak już ten odbiorca napisze ten komentarz, to takie zostawienie go bez odpowiedzi jest trochę słabe, bo de facto prosisz ludzi, żeby komentowali, a potem udajesz, że nie widzisz… Dlatego to nie jest takie zero-jedynkowe, że po prostu nie odpowiadaj. Oczywiście są pracownie, które tak robią, ale to też potrafi moim zdaniem wywołać pewien zgrzyt, bo są pracownie, które nie odpowiadają na absolutnie żadne komentarze i np. jest post, który oni wręcz reklamują, jako sponsorowany, ma np. 200 czy 300 like’ów, dzięki temu, że był tak mocno rozreklamowany i pod spodem jest powiedzmy 10 komentarzy, 5 pytających o rzeczy w projekcie a 5 po prostu chwalących i absolutnie żaden nie ma odpowiedzi… No to to już jest słabe, bo masz wrażenie, że napisałeś ten komentarz, a po 2 stronie nikogo nie ma.

– To jest takie puszczenie reklamy w eter i takie puść i zapomnij, w takim trochę starym stylu, jak internetowy billboard.

– Dokładnie, i udajesz, że po prostu nie ma żadnej rozmowy, nie ma nikogo po drugiej stronie, niech sobie każdy myśli co chce, a nam chodzi wyłącznie o taki głuchy marketing.

– Właśnie chciałem tutaj spytać cię jak obserwowałaś jak inne pracownie podchodzą do tego, czy te komentarze pojawiają się pod postami różnych pracowni i to jest takie powszechne zjawisko i czy właśnie patrzyłaś jakoś dokładniej i próbowałaś dociec gdzie te inne pracownie wyznaczają granice i na ile odpowiadają, a na ile nie?

– Jest to bardzo różnie, niektórzy nie odpowiadają absolutnie nigdy na nic, niektórzy próbują znaleźć tą granicę, że jakichś informacji nie udzielają, są też takie, które po prostu na wszystkie komentarze odpowiadają taką swoją wewnętrzną regułką, że ta informacja jest zarezerwowana dla klienta i tyle. Faktycznie tak jest, że masz 5 pytań o różne elementy wyposażenia i 5 takich samych odpowiedzi, że nie udzielą tej odpowiedzi. Czy to jest takie złe? Pewnie nie… Rozumiem, że jest to przede wszystkim z szacunku do klienta, który płaci za ten projekt, i który nie życzy sobie, żeby ułatwiać przypadkowym osobom odtworzenie go, bo wiadomo, ze to nie jest taki przepis 1:1, marne szanse, że osoba, która się zainteresuje jakimś elementem wyposażenia będzie miała np. salon o identycznych wymiarach, identycznym nasłonecznieniu itd., będzie chciała wszystko zgapić 1:1, ale jednak rozumiem ten dyskomfort, że po to się płaci za indywidualny projekt, żeby nikt inny tak samo nie miał w domu. Jakbyś ty zrobił gdybyś miał swoją pracownie?

– Dobre pytanie, musiałbym się nad tym zastanowić, ale myślę, że właśnie trzeba by wyznaczyć jakąś linię, jakąś granicę, co jest jakąś informacją łatwo dostępną, że spokojnie możesz jej udzielić i nie będzie to niczym specjalnym, a gdzie już jest coś takiego co jest stricte związane z tym projektem… Nie wiem, wydaje mi się, że to co ty powiedziałaś brzmi sensownie, że właśnie te gotowe rzeczy można podawać. To jest też kwestia tego, że to też zajmuje twój czas, odpowiadanie na te komentarze, i jeśli musiałabyś faktycznie szukać, wracać do projektu, listy wyposażenia, szukać, sprawdzać, to jest to trochę spędzanie czasu nad tym, co tak naprawdę nic ci konkretnego nie daje poza świadomością, że nie zostawiłaś komentującego bez odpowiedzi.

– Też zdarzają mi się komentarzami pod postami sprzed roku, to wtedy absolutnie nie próbuję na nie odpowiadać, dla mnie to nie ma sensu szukanie w tak starym projekcie, szczególnie, że to może już nie być dostępne w sprzedaży po takim czasie. 

– Czyli zdarza się tak, ze ludzie odgrzebują jakieś stare posty i komentują?

– Tak, jeszcze mogę opowiedzieć o takim sposobie, który próbowałam uskutecznić, ale za bardzo się nie udał. Ja prowadzę bloga w ramach Ambience i miałam na początku taką serię, która się nazywała subiektywnie i w jej ramach publikowałam artykuły z subiektywnie najfajniejszymi meblami, lampami, krzesłami i paru innych elementach wyposażenia i wydawało mi się, że to będzie fajny pomysł, żeby przekierować osoby, które trafiają na moje media społecznościowe po to, żeby znaleźć jakieś fajne inspiracje na konkretne przedmioty jak je zaaranżować w przestrzeni, że to będzie idealne dla nich, bo artykuł, np. 15 najfajniejszych krzeseł razem ze zdjęciami, linkami, cenami, często to grupowałam cenowo, żeby np. były tylko niskobudżetowe, czy do kwoty 400zł Wydawało mi się, że to bardzo fajnie siądzie, bo spełni tą potrzebę niektórych obserwatorów. Natomiast problem był taki, że jak ja sobie pisałam te artykuły z jakimś tam wyprzedzeniem, to jak pisałam taki artykuł powiedzmy tydzień przed planowaną datą publikacji i 2h przed publikacją sprawdzałam, czy wszystko jest ok, to np. z 15 linków już 3 były nieaktualne…  

– Aha, czyli tak szybko się te linki dezaktywowały?

– Tak, i czasem jest tak, że w obrębie danego sklepu internetowego po prostu przenoszą dany produkt na inną stronę czy pod innym linkiem jest to dostępne, a czasami kompletnie to wychodzi. Raz że musiałam 2 razy wykonywać tą samą pracę i to sprawdzać, a dwa, że kolejny tydzień później znowu jakieś linki były nieaktywne, więc tak jak się mówi, że bloga się powinno pisać tak, żeby był w miarę jak najbardziej evergreen, czyli w miarę możliwości jak najdłużej były aktualne, no to to było antyevergreen… Po prostu 5 min po publikacji już się coś tam działo z tymi listami, więc jakiś czas to publikowałam, a potem przestałam, no bo widziałam, że to absolutnie nie ma sensu, że trzeba by to aktualizować co chwilę, i to było by więcej pracy, niż to by było tego warte. Więc tego zaprzestałam. Jeszcze obserwuję ostatnio inną rzecz, widziałam to u 2 pracowni, możliwe, że więcej pracowni to zrobiło, mianowicie – powypuszczały jakieś takie ebooki ze swoimi ulubionymi produktami, które polecają, natomiast to też za chwilę się zdezaktualizuje, ebook to jest jeszcze więcej pracy niż taki artykuł blogowy, więc tym bardziej inwestowanie w to kupy czasu po to, żeby to rozdać i tak za darmo albo za jakieś symboliczne pieniądze i tak za jakiś czas to będzie nieaktualne, bo jakieś rzeczy wyjdą ze sprzedaży, ceny się zmienią.

– Już nie wspominając o linkach.

– Dokładnie, widziałam takiego ebooka, który nie miał linków, ale to tym bardziej nie widzę sensu, żeby ktoś przepisywał te nazwy i szukał na własną rękę. Wiem, że chodzi o to, żeby mieć jakąś uniwersalną odpowiedź dla ludzi, którzy pytają o rzeczy z projektów, no bo często te rzeczy się powtarzają, więc te najpopularniejsze mogą znaleźć miejsce w takim ebooku, ale i tak za chwilę to przestanie być aktualne i czy to ma jakikolwiek sens, żeby pracownia spędzała czas na tworzenie takiego ebooka np. co pół roku? Wątpię…

– To trochę tak jak z różnymi katalogami drukowanymi, które też tak są rzeczą, która już powoli odchodzi do przeszłości, nie?

– No tak, ale jak jakiś producent drukuje swój katalog, to od niego zależy, czy te rzeczy będą dalej w sprzedaży czy nie i np. co roku drukuje ten katalog, a tutaj nie masz wpływu na to, czy coś przestanie być w sprzedaży za 2 dni, 2 miesiące czy 2 lata… Także to też jest jakiś sposób, moim zdaniem średni, ale może komuś się przyda.

– Podsumowując, jest taki problem ale nie wiadomo do końca co z nim zrobić…

– Tak, jeżeli macie swoje pomysły to dajcie znać w komentarzach.

– W sumie głównym problemem jest to, że zabiera ci to czas i dwa musisz pilnować, żeby nie oszukać swojego klienta… Trzecim tematem, o którym chcielibyśmy porozmawiać jest kwestia wykształcenia kierunkowego, czyli czy można być architektem wnętrz bez ukończenia kierunku architektura na uczelni wyższej?

– To jest temat tabu, bardzo dużo kłótni już widziałam na ten temat… Zacznijmy od tego, że technicznie można, jak najbardziej, nie ma żadnych uprawnień, ograniczeń kto może być architektem, kto może założyć własną pracownię, projektować wnętrza może każdy, nie ma tutaj żadnych regulacji odgórnych. Jeżeli chodzi o samo wykształcenie to to jest naprawdę temat, który wywołuje bardzo dużo emocji i trochę tego nie rozumiem… też jestem na tej uprzywilejowanej pozycji, że posiadam to wykształcenie, które niektórzy uważają, za jedyne słuszne, natomiast wyjaśnię wam o co w tym wszystkim chodzi. Tym jedynym słusznym go to wykształceniem są studia wyższe kierunkowe, zazwyczaj one są prowadzone przez politechniki, ale nie tylko i są to kierunki architektura lub architektura i urbanistyka oraz oczywiście architektura wnętrz, to jest moim zdaniem ciekawe, że ta architektura też jest wcielana jako ten jedyny słuszny kierunek.

– Mimo, że tak naprawdę na tych studiach o wnętrzach nie ma za dużo…

– No na 1 semestrze coś jest… Generalnie architektura no to jest zupełnie inny kierunek, zawód, architekt kubaturowy i wnętrz – dzielimy wspólne pierwsze słowo tej nazwy zawodu, ale jednak jest to trochę co innego. W każdym razie mamy te jedyne słuszne kierunki i problem wielu osób polega na tym, że jeżeli ktoś nie ma tego wykształcenia wyższego to nie powinien o sobie mówić, że jest architektem wnętrz tylko, że jest projektantem. Czyli osoby po kursach, studiach policealnych, jakichś podyplomówkach ale przede wszystkim po kursach, bo wydaje mi się, że tego jest najwięcej, są przez niektórych uważane za…

– Za gorszych?

– Szukałam słowa, żeby tego nie powiedzieć, ale są głosy, że nie powinni o sobie mówić, że nie powinni mówić sobie architekci wnętrz, są głosy, że w oczach wielu jest podział na architektów i projektantów, czyli osoby z i bez wykształcenia…Po pierwsze – totalnie mnie to rozwaliło, bo ja o tym nie wiedziałam, dopóki nie zaczęłam korzystać z internetu jako właściciel pracowni, nigdy mi się to nie obiło o uszy, w prawdziwym życiu nigdy się z tym nie spotkałam. Faktem jest, że trafiałam do pracowni, które preferowały kandytatów, pracowników jako osoby po studiach, natomiast to był wymóg wydawało mi się standardowy, więc jakoś za bardzo się w to nie wgłębiałam, natomiast totalnie mnie to rozwaliło, ja jakiś czas temu przedstawiciel handlowy, z którym nawiązywałam współpracę zadawał mi mnóstwo pytań, żeby wypełnić jakąś tam ankietę i umowę do prowizji, jakaś tam papierologia i m.in. było pytanie czy jestem architektem czy projektantem, i ja mimo, że wiedziałam o co chodzi, to ja tych określeń używałam zamiennie… Dla mnie to jest to samo, bo to jest określenie mojego zawodu, i zapytałam tego pana jaka jest różnica, że chyba to to samo, niech zaznaczy cokolwiek, a on mi odpowiedział: no! zdziwiłaby się pani jak bardzo dużo osób przywiązuje do tego uwagę… 

– Czy to są te osoby, które pilnują, żeby na pewno byli jako architekt?

– Zgaduje, że jako architekt, ale nie pytałam o to, więc jednak ja mam do tego takie podejście, że to jest błędne, a inny zwracają na to uwagę, to jest ciekawe. Wracając do tego głównego wątku czy to ma znaczenie, czy ktoś ma wykształcenie czy nie? Moim zdaniem małe… No bo nie wiem jak wy, jak kończyliście studia to czy po tych 5 latach lub mniej, więcej, mieliście takie poczucie, że nauczyliście się czegoś praktycznego? Bo ja tak nie bardzo… I rozmawiałam z wieloma osobami z różnych branż, które mówiły to samo… Są takie kierunki tzw. prestiżowe… Pytałam kobiety, która była po prawie i powiedziała, że niczego się nie nauczyła po studiach, po psychologii to samo, naprawdę jest mnóstwo kierunków, na które ludzie się zabijają, żeby się dostać i oczywiście one dają wiedzę teoretyczną, ale tej praktycznej, której faktycznie można używać w pracy, to niekoniecznie najczęściej. My tutaj walczymy o to, żeby każdy miał wyższe wykształcenie, kursy no to do dupy, trzeba robić 5-cio letnie studia, tylko czy faktycznie te 5-cio letnie studia uczą o co w tym wszystkim chodzi? No wydaje mi się, że nie i wiem, że to jest problem tych kierunków, uczelni, a nie ludzi, którzy są fanami studiowania, uważają, że studia są ważne.

– Zwolennikami takiego trochę, gate keeping, trochę odcinanie dostępu dla tych, którzy nie podjęli takiego wysiłku jak oni, że skończyli te 5 lat, tylko np. kilkumiesięczny kurs, wtedy mają takie odczucie – no jak to? Ja poświęciłem 5 lat, ta osoba pół roku i mamy być równi?

– Tak, tylko problem w tym wszystkim jest taki, że to czy ktoś spędził 5 lat na studiach czy spędził 5 tygodni na kursie to naprawdę nie ma dużego znaczenia, bo znaczenie ma to ile ta osoba się nauczyła i ile faktycznie z tego wyciągnęła, i ile się nauczyła później, pracując np. u kogoś, zdobywając doświadczenie. Bo ja jak skończyłam studia, poszłam do pierwszej roboty, to mi się wydawało, że ja po 5 latach cały świat będzie stał przede mną otworem… tylko wiecie… Nie tym, którym myślałam… Stał tym drugim, tym bardziej tylnim, ale trochę mi zajęło dojście do tego, że faktycznie jest taka sytuacja i że tylko mi się wydaje, że ja tak dużo potrafię. Pamiętam swoją rozmowę z moją siostrą starszą, która powiedziała, że przez pierwszy rok pracy na etacie nauczyła się więcej niż przez 5 lat studiów. Ja sobie pomyślałam wtedy: Jezus! Co to ma być! W moim przypadku tak nie będzie, ja się tyle nauczyłam na studiach i oczywiście, że przez ten pierwszy rok się nauczyłam dużo więcej niż przez całe studia, dużo!

– Takich czysto praktycznych rzeczy.

– Tego jak faktycznie się pracuje, jak wygląda proces współpracy z klientem, co się składa na ten proces, ja też studiowałam architekturę a ostatecznie pracowałam we wnętrzach, więc tutaj i tak była rozbieżność tematów, ale teoretycznie według tych gate keeperów ten kierunek, który skończyłam jest tym jednym z jedynych słusznych, więc powinnam mieć super wiedzę, a w rzeczywistości nie umiałam nic, łącznie z tym, że nie umiałam robić sensownych układów funkcjonalnych, bo niby rysowaliśmy rzuty projektowanych domów, mieszkań, jakichś tam innych budynków o różnych funkcjach, ale i tak to było takie studenckie, bez przejmowania się czy to faktycznie ma rację bytu, finansami, dla kogo to w ogóle jest projektowane, tylko takie bardzo podstawowe, te projekty studenckie rządzą się swoimi prawami, że wiadomo, że to nigdy nie powstanie, zaprojektujemy po prostu coś kreatywnego, ciekawego, oryginalnego… I to jest super w pewnym sensie, ale no jednak to zderzenie z rzeczywistością po pójściu do pracy jest ogromne i albo trzeba się nauczyć wszystkiego od nowa, bo ja np. wyszłam z bardzo małą ilością wiedzy, którą mogłam potem użyć…

– To myślę, że jest generalnie trochę charakterystyka tego, czego się uczy na studiach, że często to jest takie bardzo wyidealizowane albo oderwane od rzeczywistości i w małym stopniu się przekłada na to co w praktyce się robi, to jest takie bardzo mocno teoretyczne.

– Tak, bo zazwyczaj ten problem sprowadza się do tego, że studenci uczą się teorii, a praktyka idzie równoległą ścieżką.

– Że właśnie jak są takie zadania bardziej praktyczne to możemy sobie nagiąć nasze założenia i jakieś inne aspekty pod to co chcemy uzyskać, podczas gdy w rzeczywistym świecie to my musimy się nagiąć pod to co zastaniemy w danej sytuacji.

– Dokładnie tak, szczególnie w architekturze tak jest, że ten kontekst, wytyczne, uwarunkowania bardzo mocno wpływają na to jaki może być efekt końcowy. Prawdopodobnie we wszystkich usługach, w każdej branży, tylko artyści mogą sobie tworzyć co chcą i najwyżej ryzykują, że nikt tego nie kupi, ale jak się pracuje w branży kreatywnej takiej bardziej praktycznej, np. we wnętrzach, grafice komputerowej, gdzie możesz stworzyć strony www, które faktycznie będą użytkowane, mają swoje cele, które nie są obrazem powieszonym na ścianie, tylko są użytkową sztuką, to się rządzi zupełnie innymi prawami… Np. teraz jak pracuję z klientami to jedną z zupełnie pierwszych rzeczy, które musimy zrobić to ustalić sobie wytyczne projektowe. Pamiętam, że jak na studiach były przedmioty z rodziny projektowania, to robiło się projekty i m.in na oddanie trzeba było oddać wytyczne projektowe i to było coś, co pisało się na samym końcu zawsze, na podstawie tego, co wyszło samo w projekcie i się dorabiało filozofię, że jak się zaprojektowało kolorową elewację, to filozofia była, że miała być kolorowa, czy ożywiająca przestrzeń dookoła… A jak zastosowałaś jakiś kortan, który był bardzo popularny, w zależności od tego co tam ostatecznie wylądowało, to się dorabiało filozofię, że tak miało być, a w prawdziwym świecie jest niestety na odwrót, że najpierw się dostaje wytyczne i człowiek faktycznie musi się dopasować i jeżeli ktoś za bardzo się wkręci w studiowanie i potem z klientami próbuje postępować podobnie, czyli tworzy coś i oczekuje, że to zostanie docenione niezależnie od wytycznych klienta, no to bardzo szybko się zdziwi…

– Niekoniecznie klient doceni artystyczną wizję?

– Klient przede wszystkim kupuje usługę skrojoną pod niego, a nie pod to co akurat w duszy gra.

– Pewnie to już trzeba być jakimś naprawdę renomowanym super architektem, żeby móc sobie pozwolić na to, że ja mam taką wizję i tutaj…

– Myślę, że tak na całym świecie jest takich 5 czy 10 na takim poziomie…

– Możliwe, że troszkę więcej ale bardzo mała garstka.

– Mówię o tym, że to jest standardem, że klienci się dopasowują, takich architektów, którym zdarzają się tacy klienci poddani ich wizji to pewnie jest więcej, ale żeby to był standard to to jest baaaardzo mała garstka. Jakie były twoje doświadczenia z niewiedzy po studiach?.. Ahaa, bo przecież Konieczny to w ogóle ma zajebistą historię do opowiedzenia… Powiedz o tym jakie masz wykształcenie!

– Ja generalnie w porównaniu z Agnieszką jestem jeszcze bardziej niewykwalifikowany do swojej pracy. Ja z kolei mam kompletnie niesłuszny kierunek, ponieważ zawodowo zajmuję się analizą danych, natomiast skończyłem studia na kierunku filologia litewska… Bardzo elitarne studia, skończyło 7 osób na moim roku.

– Dlatego, że były takie trudne, że wszyscy odpadli, a nie dlatego, że nikt nie chciał tego studiować.

– Jak nie trudno się domyślić są to studia, które mają zero wspólnego z tym co robię, jedynym wspólnym mianownikiem, który jakby nie patrzeć bardzo mi pomógł mi w pracy zawodowej jest to, że nauczyłem się angielskiego na tych studiach… Teraz się zajmuję analizą danych, czyli excel i różne bardziej zaawansowane metody pracy z danymi i wszystko, co robię w pracy to jest to, czego nauczyłem się w praktyce, pracując na różnych stanowiskach i dochodziłem stopniowo do coraz wyższego stopnia zaawansowania.

– 99% tej wiedzy, którą wykorzystuję w pracy zdobyłam po prostu pracując, a nie studiując. Taki pro tip dla osób, które się zastanawiają czy iść na studia – ja bym się zastanowiła 3 razy, czy iść na studia, oczywiście uważam czas studiów za fantastyczny czas w życiu młodego człowieka, więc pod kątem wyborów życiowych bym z tego nie rezygnowała, ale pod kątem wyborów zawodowych no to nie wiem… Pewnie zależy od kierunku. Kiedy to, że masz wyższe wykształcenie się przydaje? Jak aplikujesz do roboty… Bo bardzo dużo w mojej branży pracowni, które wrzucają ogłoszenie, mają wymóg, że musisz mieć wykształcenie kierunkowe! 

– Fun fact – na stanowisku na którym pracuję, również jest wymóg posiadania wykształcenia na kierunku ekonomii, matematyki albo innej pokrewnej dziedziny ale mimo to mnie zatrudnili…

– Czyli po kilku latach pracy w korporacji na dość specjalistycznym stanowisku też może być tak, że ktoś będzie oczekiwał wyższego wykształcenia kierunkowego, że wydawałoby się, że na tym etapie już tylko doświadczenie się będzie liczyło. 

– Tak, akurat w przypadku korporacji, to często jest tak, że są takie oficjalne wytyczne, ale dużo da się załatwić doświadczeniem, jeśli masz odpowiednio dobre pozycje w CV i widać, że masz doświadczenie w danym zagadnieniu to, tak jak w moim przypadku, pomimo braku takiego stricte kierunkowego wykształcenia można taką pracę dostać, ale jest to istotne, że mam w ogóle wyższe wykształcenie.

– Czyli podsumowując przede wszystkim studia są potrzebne do tego, żeby dostać pierwszą pracę…

– Tak, do tego wydaje mi się, że studia nie tyle w kwestii uczenia takich praktycznych umiejętności ale bardzo się przydają, żeby nauczyć się uczenia się, takiego bardziej samodzielnego, bo myślę, że w porównaniu właśnie z liceum, gdzie masz lekcje, klasówkę itd, studia w dużo większym stopniu wymagają od ludzi takiego uczenia się bardziej samodzielnego, np. masz za zadanie przygotować jakiś temat, samodzielnie zgłębić jakąś wiedzę… Takiego właśnie bardziej samodzielnego trybu uczenia i to się bardzo potem przydaje, kiedy właśnie chcesz rozwijać swoje umiejętności korzystając z różnego rodzaju kursu itd, bo potrafisz mieś w sobie taką dyscyplinę, że samemu się uczysz, nie potrzebujesz kogoś z batem, kto nad tobą stoi, bo będzie kartkówka, tylko umiesz sam z siebie zrobić research, poszukać paru artykułów, tekstów na dany temat, skonfrontować różne poglądy na daną dziedzinę i wyciągnąć coś z tego.

– Nie jestem pewna czy studia faktycznie tego uczą ale na pewno lepiej niż liceum i te wcześniejsze etapy edukacji… 

Dziękujemy za wysłuchanie tego odcinka, dajcie w komentarzach znać jakieś swoje historie, dajcie znać czy jeżeli pracujecie w innej branży niż my czy są tam takie tematy tabu, które rozgrzewają Facebookowe grupy do czerwoności, chętnie sobie poczytamy o tym i dowiem się czegoś nowego, a tymczasem zapraszamy do słuchania kolejnych odcinków, subskrybowania naszego podcastu na platformach podcastowych, jeżeli nie wiecie gdzie go znaleźć to zajrzyjcie na agnieszkakonieczna.com oraz obserwujcie Instagram agnieszkakonieczna_com. Na YouTubie kanał Agnieszka Konieczna. Pozdrawiamy was wszystkich serdecznie i słyszymy się w następnym odcinku! Do usłyszenia!